Zebranie kołowe, 1 czerwca 2010

Zapraszamy na 2 prelekcje szkoleniowe w ramach zebrania wtorkowego:

„Skocznie Beskidu Śląskiego” Natalii Paszek  (blacha nr 365) oraz „Kosodrzewina w terenie uprawnień” Jaśka Pizonia (blacha nr 360). Początek o godz. 17.45 w KW.

Rada Koła i Komisja Szkoleniowa zapraszają!

Opublikowano

II Rajd Igrowy, 8-9 maja 2010

Studenckie Koło Przewodników Górskich Harnasie oraz Akademicki Klub Turystyczny Watra już po raz drugi mają przyjemność zaprosić was na aktywne spędzenie weekendu poprzedzającego IGRY – Gliwickie Juwenalia (8-9 maja). Nasi przewodnicy poprowadzą Was przez wiosenny Beskid Śląski dwiema trasami:

Trasa I:

Ze Zwardonia przez Sołowy Wierch, Ochodzitą i Tyniok, prowadzi Michał „Huchel” Huchla

Zapisy: pandaren@op.pl lub 692967701

Trasa II:

Z Węgierskiej Górki przez Baranią Górę i Przysłop, prowadzi Bartek „kruczek” Cisowski

Zapisy: kruczek44@gazeta.pl lub 511733512

Metą obydwu tras jest położona u podnóża Baraniej Góry Chatka na Pietraszonce, którą od niepamiętnych czasów opiekuje się AKT „Watra”…

Na mecie:

– ciepły posiłek

– konkursy z nagrodami ufundowanymi przez firmy Compass i Pascal, przewidziane również inne gadżety igrowe

– II Turniej Siatkówki Górskiej „O Złote Gacie Chatkowego” – gratka dla fanów     sportów alternatywnych 😉

– Zabawa do białego rana przy ognisku z gitarami 🙂
oraz… specjalna niespodzianka.

Cena: 20złrajdigrowy21

Zapisy u prowadzących trasy. Wszelkie pytania można również kierować do organizatorów.

Organizatorzy:

Jan Woźniakowski, Grzegorz Pasieka

tel: 798731180

email: grz.pasieka@gmail.com

Opublikowano

Wisła i Trójwieś kursanckim okiem

Wisła i Trójwieś kursanckim okiem – czyli jak to było i dlaczego 18-19.04.2009

To była piękna sobota. Tylko zaczęła się zbyt wcześnie rano.

Spotkaliśmy się wszyscy w Wiśle na Placu B. Hoffa pod budynkiem Muzeum Beskidzkiego, czyli dawną karczmą. Wtedy też musiało być tu fajnie, może mniej edukacyjnie, ale dałoby się spędzić tu kilka miłych chwil nad zimnym piwem w ciężkim glinianym kuflu i solidną porcją baraniej pieczeni. Rozmarzyłem się. Przepraszam. W Muzeum powitała nas Pani Małgorzata Kiereś, która przy kawie czy herbacie przedstawiła nam, jak wyglądało życie ludzi na terenach Beskidu Śląskiego w dawnych czasach, opowiadała o sałasznikach i innych ciekawostkach etnograficznych regionu. Tak spędziliśmy pierwsze godziny tego wyjazdu kursowego.

Kolejnym punktem obowiązkowym był Zameczek Prezydencki w Wiśle Czarne. Pani Przewodnik Zameczkowa przywitała nas w holu hotelu mieszczącego się w Dolnym Zameczku. Pierwszym co rzuciło się w oczy był cennik – niebagatelna cena za nocleg 200zł, ale podobno dają śniadanie gratis. Niektórzy spędzili chwile błogiego rozluźnienia w hotelowej toalecie (złote klamki, perłowa deska sedesowa i inne luksusowe elementy wyposażenia i wystroju).
[Tu w opowieści pojawia się Maestro z rodziną]

Następnie poszliśmy do Zameczku Właściwego, gdzie już nic fajnego nie było (chociaż niektórym się podobało i twierdzili że mogliby tam zamieszkać). Najciekawsza z tego wszystkiego była kaplica drewniana obok Zameczku.
[Tu z opowieści znika Maestro z rodziną]

Po obcowaniu z Majestatem Wyższym i architekturą dwudziestolecia międzywojennego przejechaliśmy na przełęcz Kubalonkę. Odwiedziliśmy bar w kształcie obudowanej chatką beczki, Wojewódzki Ośrodek Chorób Płuc Dzieci i Młodzieży oraz kościółek przeniesiony tu z Przyszowic koło Gliwic (niestety tylko z zewnątrz, gdyż jakaś szczęśliwa para uszczęśliwiała się tam jeszcze bardziej biorąc ślub). I dalej w drogę…

…która doprowadziła nasze Mechaniczne Rosynanty pod kościół pw. Dobrego Pasterza w centrum Istebnej. To był już wieczór. Kolacja, snucie planów (jakże ambitnych – ponad 20 kilometrów pieszo) na dzień następny i słodki sen w apartamentach PTSMu „Zaolzianka” o apartamentach hotelu „Zameczek”.

Niedziela. Niedziela zaczęła się jeszcze wcześniej niż sobota. Kurs cierpiał na bezsenność religijną i poszedł na 7:30 do kościoła na Mlaskawkę, mnie, skromnego kronikarza, autora tej relacji, zostawiając ze składnikami śniadaniowymi i zleceniem zrobienia najważniejszego posiłku dnia. Wrócili. Śniadania nie było. Już nie było. Ich strata. No dobra… trochę im zostawiłem, świnią nie będąc.

Po śniadaniu nastąpiły niesamowite roszady samochodowe (dwa auta pojadą tam, kolejne dwa tu, jeden wróci, ten zabierze tych stąd, a wy idźcie pieszo!). Sposobami znanymi tylko kursantom spotkaliśmy się bez strat własnych w Chacie Kawuloka na kolejnej porcji etnografii, okraszonej muzyką sałaszniczą (solówka Krzysia Roczniaka na trombicie – bezcenne). Magiczną mocą znaleźliśmy się pod Ochodzitą, a mocą własnych nóg nawet na jej szczycie (magiczna moc tam już nie dociera).

P   A   N   O   R   A   M   K   A.   D   Ł   U   G   A        P   A    N   O   R   A   M   K   A.
O   D          P   I   L   S   K   A        D   O          P   I   L   S   K   A.

Przejście przez przełęcz Rupienkę i przysiółki Wierch Czadeczka i Zapasieki, doliną Czadeczki i bezdrożami Słowacji do Trójstyku i Jaworzynki Trzycatka (jak widać ambitne plany się skróciły) gdzie skończyła się nasza autokarówka samochodowa i podziękowawszy Juzi za nadzór inwestorski nad grupą rozjechaliśmy się każdy w swoją stronę.

Rumcajs

trojwiesBaaaaaaaaaardzo długa panoramka z Ochodzitej

Opublikowano